Witam - NIKODEM
28 stycznia 2012
Tomasza i Juliana
"Chrystus Zmartwychwstał ! Alleluja. Prawdziwie Zmartwychwstał !"
XI NIEDZIELA ZWYKŁA
/
/
Proście Pana żniwa, aby posłał robotników...
Kogo potrzebuje współczesny świat? Na pewno potrzebuje dobrych i rzetelnych lekarzy, uczciwych bankierów, dobrych nauczycieli, kochających ojców, pracowitych i wzorowych robotników ... Tak takich ludzi na pewno potrzebuje współczesny świat. Ale potrzebuje też świadków, drogowskazów, ludzi którzy ukażą współczesnemu człowiekowi szersze horyzonty i inne perspektywy. Świat współczesny "cierpi na doczesność", choruje na przyziemność, brakuje mu na pewno dobrych kapłanów, sług bożych, którzy pomogliby człowiekowi współczesnemu zaspokoić jego głód wieczności i nieskończoności. Pustoszeją parafie i kościoły, pustoszeją seminaria i klasztory, ludzie szukają trwałych drogowskazów i nie umieją ich znaleźć. Wszystko stało się płynne, umowne, niestabilne. Brakuje autorytetów, duchowych przewodników. Ludzie są zdezorientowani i nie wiedzą do kogo się zwrócić, gdzie się udać. Szukają porad u rożnego rodzaju współczesnych guru, psychologów i psychiatrów. Dlaczego ?
W dzisiejszej Ewangelii Chrystus daje nam odpowiedź: "Proście Pana żniwa, proście i módlcie się", aby wam nie zabrakło przewodników, którzy was poprowadzą, którzy będą umieć oprzeć się współczesnym przemijającym modom i wskażą wam wartości nieprzemijające i wiecznotrwałe.
Panie, znajdź pośród nas i wybierz sobie dobrych pasterzy, którzy nas do Ciebie poprowadzą.
X NIEDZIELA ZWYKŁA
/
/

Odchodząc stamtąd, Jezus ujrzał człowieka imieniem Mateusz, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: "Pójdź za Mną!" On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to, faryzeusze mówili do Jego uczniów: "Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?" On usłyszawszy to, rzekł: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary. Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników"./Mt 9,9-13/
Ewangelia z dzisiejszej niedzieli pokazuje nam Jezusa, zasiadającego do stołu z ludźmi, których przekreślono -zakwalifikowano do określonej kategorii, zaszufladkowano i zepchnięto na margines życia. Zamknięto przed nimi drzwi i powiedziano: niech umierają w swoich grzechach. To właśnie z tymi, co zostali odrzuceni, i co do których wydano wyroki, Jezus siada do stołu. Na przekór wszystkim. Wbrew tzw. dobrym obyczajom i nie zważając na to, co ludzie powiedzą. Idzie do tych, „którzy się źle mają".
Czyż nie jest to Ewangelia na dziś, dla każdego z nas? Nie tylko dla polityków, dla tych, co spierają się o przeszłość i przyszłość, ale dla każdego... Stawiając wymagania i innym ludziom, i sobie samym, nie możemy zapomnieć, że Kościół jest wspólnotą, która ma człowieka podnosić z upadków i umacniać każdego, kto czuje się słaby, bo i Chrystus „nie przyszedł powołać sprawiedliwych, ale grzeszników".
czerwcowe zamyślenia…
/
/

Miesiąc czerwiec, w szczególny sposób poświęcony Sercu Pana Jezusa. „Pójdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście ...a Ja Was pokrzepię...” I to się sprawdza w naszym życiu. Kiedykolwiek oddajemy nasze troski i kłopoty Jezusowi, stają się one jakby lżejsze. Serce Jezusa, które nas „do końca umiłowało”.
W pierwszych wiekach chrześcijaństwa i w średniowieczu, wielu świętych, miało objawienia Serca Pana Jezusa. Do XVII wieku kult Serca Bożego, symbolu miłości i miłosierdzia, nie był jeszcze rozpowszechniony w całym Kościele. Ogniskami rozwijającego się kultu stały się klasztory benedyktyńskie, cysterskie, franciszkańskie i dominikańskie. Wybitną jednak rolę odegrał klasztor benedyktynek z Helfa W Saksonii. W XIII wieku żyły tu dwie wielkie mistyczki św. Mechtylda i św. Gertruda. Ich życie i pisma stanowią kamień milowy w rozwoju tego kultu. Obie Święte wspominają o potrzebie ofiarowaniu Panu serca i woli, które ma być odpowiedzią na Jego miłość.
W wieku XVII ma miejsce pierwsze wielkie objawienie Najświętszego Serca Jezusa, skierowane do całej ludzkości. Dziele się to za pośrednictwem francuzki – Małgorzaty Marii Alacoque. Wtedy Bóg nie tylko objawił swoją miłość, ale także prosił o publiczną cześć poprzez ustanowienie osobnego święta, określił kult i dał wielkie obietnice. Kult Bożego Serca w Kościele rozwijał się żywiołowo, a liczne środowiska, pomimo przeciwności i prześladowań dokonały starań, by prośby Jezusa zostały wypełnione. Jednym z nich było ustanowienie uroczystości Najświętszego Serca Pana Jezusa. Dokonało się to dzięki polskim biskupom, którzy w 1765 roku wysłali memoriał do Stolicy Apostolskiej z prośbą o udzielenie pozwolenia na odprawianie w Polsce Mszy świętych i odmawianie brewiarza ku czci Serca Jezusowego, na co otrzymali pozwolenie.
11 VI 1899 roku papież Leon XIII dokonał uroczystego poświęcenia całego rodzaju ludzkiego co stało się szczytowym momentem kultu Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kościołowi zawsze zależało i nadal zależy, aby wierni przekonali się, że kult Serca Jezusa nie tylko jest jednym z wielu. Jest on obok Eucharystii wielką forma pobożności, bo jego przedmiotem jest miłość Boża.
A jak jest dzisiaj ? Gdzie są te pierwsze piątki miesiąca i tłumy na nabożeństwach ku czci Serca Pana Jezusa. Ludzkość coraz bardziej oddala się od Jezusa, który jest Mistrzem i Panem. W człowieku zanika instynkt miłości i dziękczynienia. Potrafimy tylko prosić gdy coś się dzieje w naszym życiu. Nie potrafimy już dziękować, dawać coś od siebie. Wystarczy w portfelu, czy na ścianie jakiś „święty” obrazek, który traktujemy jak talizman – tak na „wszelki wypadek”.
Przyjdźcie do mnie wszyscy …mówi do nas Jezus !
W naszej codzienności szukamy raczej, jak być silnym i pewnym siebie. Stawiamy na tych, którzy nie ustępują, nie poddają się, umieją walczyć o swoje. Mamy szacunek dla mocnych i podziwiamy ludzi sukcesu. Cichych i pokornych uważamy za fajtłapów i niedorajdów życiowych. Bezkrytyczna i ślepa gloryfikacja człowieka mocnego, cywilizacja sukcesu stworzyła model współczesnego supermana. Model współczesnego człowieka, to ktoś pewny siebie - nazywamy go wtedy “asertywnym”, to człowiek liczący na własne siły - mówimy, że jest zdecydowany, człowiek który wszystko wie, a przynajmniej robi wrażenie, że wie wszystko - mówimy wtedy, że jest wykształcony i obyty w świecie. A najczęściej jest to też człowiek wrzaskliwy, zwracający uwagę tylko na siebie i w końcu pełen pychy. Świat współczesny ma mnóstwo takich idolów, a środki masowego przekazu co rusz podsuwają nam nowe wzorce. Piękne, eleganckie, przebiegłe i drapieżne kobiety. Dobrze ubrani i zaradni, zdecydowani panowie, aktorzy, sportowcy, podróżnicy, biznesmeni, politycy …. Cała gama wzorców, mocnych ludzi, supermanów, ludzi sukcesu.
A oglądając takie medialne idole, zastanawiamy się: “Jak Chrystus czułby się wśród nich? Jak oni przyjęliby słowa Chrystusa: «uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem»?” Popatrzyliby na Niego z politowaniem, uśmiechnęli się lekceważąco i pewno - tak, jak Grecy Pawłowi na Areopagu - odpowiedzieliby z pobłażaniem: “Posłuchamy Cię innym razem.”
Ludzie cisi, pokorni, nie rzucający się w oczy, czasami niezdecydowani lub zakłopotani to dla nas ciamajdy, fajtłapy, nieudacznicy, życiowe niedorajdy. Pogardzamy nimi, nie mamy do nich szacunku, nie mamy do nich ani zaufania, ani nie liczymy na nich, bo są za słabi, głupi, prości, niepozbierani, niezaradni. Patrzymy na nich z pobłażaniem i politowaniem, uśmiechamy się ironicznie i drwiąco … Nie są ani eleganccy, ani dobrze i gustownie ubrani, nie skrapiają się drogimi perfumami i nie spędzają całych dni i nocy “na robieniu biznesu”. Nie należą do elity, nie mają mocnych pleców i wpływowych znajomych. W świecie i cywilizacji sukcesu po prostu się nie liczą.
Spotykając takich ludzi, zastanawiamy się: “Jak Chrystus czułby się wśród nich? Jak oni przyjęliby sława Chrystusa: «uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem»?” Popatrzyliby na Niego z miłością, uśmiechnęli się ze zrozumieniem i radością, i pewno – jak Zacheusz i celnik - odpowiedzieliby pokornie: “Panie nie jestem godzien”.
Czy wobec tego co powyżej, można powiedzieć, że chrześcijaństwo to smutna religia słabych prostaczków, nieokrzesanych fajtłapów i życiowych nieudaczników?
A przecież „Bóg wybrał właśnie to, co głupie w oczach świata, aby zawstydzić mędrców, wybrał to, co niemocne, aby mocnych poniżyć …”(1Kor 1:27). Prosimy Cię więc Panie … „uczyń serca nasze według Serca twego”. Nie pozwól nam być zarozumiałym i pewnym siebie, uchroń nas od pychy i samozadowolenia.
Przypatrzmy się zwłaszcza w tym miesiącu bardziej Sercu Pana Jezusa. „Chwała niech będzie, zawsze i wszędzie, Twemu Sercu o mój Jezu” i „ Pobłogosław Jezu drogi, tych co Serce Twe kochają, niechaj skarb ten cenny drogi, na wiek, wieków posiadają...” Ile jest teologii w tych polskich pieśniach, które śpiewamy, a nie zawsze potrafimy wgłębić się w ich tekst.
Serce Jezusa, odwieczne upragnienie świata – zmiłuj się nad nami !
JAN PAWEŁ II WIELKI
/
/
2 kwietnia 2005 roku, o godz. 21.37 odszedł ten, którego Bóg podarował nam jako szczególny znak naszych czasów. Wszędzie tam, gdzie całował ziemię, powiewało Duchem, pękały mury ludzkich serc, rozrywały się pęta reżimów, nadzieja wstępowała w serce, z większą intensywnością chciało się żyć, tworzyć i kochać.
Jan Paweł II był człowiekiem, który dogłębnie przyswoił sobie prawdę o Wcieleniu, o Emanuelu – Bogu z nami i pośród nas. A widać to szczególnie w jego wielkiej afirmacji godności i wielkości człowieka, w ciągłym pragnieniu bycia blisko człowieka i jego spraw, jego rozterek, pragnień, bólu i cierpienia. Chyba jest to jedno z najważniejszych przesłań jego pontyfikatu – Bóg jest po naszej stronie. Co więcej, wszystko, co ludzkie i godne, od początku uczestniczy już w boskości. Cały człowiek, z ciałem, psychiką i duchem od zawsze był przewidziany jako istota, która zjednoczy się z Bogiem. I nic, nawet grzech i upadek nigdy nie zmieni tego faktu.
Redemptor hominis: „Człowiek jest drogą Kościoła”. Zabrzmiało to dla mnie niezwykle rewolucyjnie. Nikt jeszcze nie odważył się na takie stwierdzenie. Teraz zaczynam powoli rozumieć, że istnienie Kościoła i jego misja nie mają sensu, jeśli Kościół jest tworem tylko dla siebie. Jeśli Chrystus zjednoczył się jakoś z każdym człowiekiem, to także Kościół nie może uczynić inaczej, jeśli chce pozostać wierny swemu Założycielowi. I myślę, że to był najgłębszy fundament całej misji papieża. Wówczas nie jest aż tak ważne, czy ktoś jest wierzący czy nie, czy jest Żydem czy muzułmaninem, wieśniakiem czy intelektualistą, koczownikiem z buszu czy mieszkańcem wielkiej aglomeracji, bogaczem czy biedakiem – wszyscy mają równy przystęp do Boga, wszyscy wychodzą i zmierzają do tego samego Źródła.
Jan Paweł II często zaskakiwał. Nie czuł się ograniczony czysto ludzkimi barierami, uprzedzeniami, stereotypami. Wręcz przeciwnie, podobnie jak Jezus, którego naśladował, przełamywał to, co ludzie nabudowali wokół siebie. Nie zwracał zbyt wielkiej uwagi na konwenanse, na to, co wypada powiedzieć lub nie. Nie obawiał się, co ludzie powiedzą, kiedy okaże się im ze swoimi łzami i humorem, kiedy założy na głowę pióropusz czy na powitanie z rządzącymi w Nowej Zelandii będzie dotykał się z nosami. Nie obawiał się tego, jak inni zareagują, kiedy wejdzie do synagogi żydowskiej, czy do świątyni buddyjskiej. Nie wstydził się wyznać grzechów Kościoła, chociaż wielu się to nie podobało. Jego autentyzm jest znakiem mieszkającego w nim Ducha, nie tylko poprzez chrzest tak jak w przypadku każdego z nas, ale także poprzez szczególny urząd i misję, którą Bóg mu powierzył przez Ducha.
Papież pozostanie na zawsze wielkim bohaterem Ducha i wiary w moc ducha ludzkiego. Stale pokazywał, że naszą podstawową troską winna być dbałość o jakość naszego człowieczeństwa, o jakość chrześcijaństwa. Wierzył i zarazem swoim życiem dowodził, że człowiek dzięki współpracy z Bogiem i stawianym sobie wymaganiom, może osiągnąć szczyt świętości i heroizmu. Człowiek może dzięki łasce Boga upodobnić się do samego Chrystusa. Dla mnie papież pozostanie też znakiem sprzeciwu wobec wszelkiego minimalizmu etycznego, moralnego i intelektualnego, wobec przeciętności, wobec logiki życia „z dnia na dzień”, wobec koncepcji życia, której nie przenika i nie porusza żadna myśl, żadne ożywcze tchnienie ducha, które nie chce się rozwijać, i pragnie poprzestać na mizernym zadowoleniu ze swego status quo. Nie jesteśmy stworzeni do perfekcjonizmu, ale do tego, ażeby z uznaniem własnej słabości i ograniczeń równocześnie stale zdobywać się na twórczość – taką, jaką każdy z nas ma możność realizować. Powołaniem każdego człowieka, które w pełni uwidoczniło się w Chrystusie, jest ciągłe przekraczanie siebie, ciągłe zstępowanie na głębię. Zwłaszcza kiedy patrzę na ostatnie dni papieża, naznaczone cierpieniem, taki apel wyczytuję z jego ostatniego przesłania.
Papież pokazał też światu, że Ewangelia i Chrystus przenikają całą rzeczywistość ludzką: od pracy i kultury poprzez rodzinę i małżeństwo aż po struktury ekonomiczne, systemy społeczne, ustroje, państwa i narody. W tym sensie był i pozostanie on także niepokojącym znakiem, bo jasno i otwarcie mówił, że prawdziwe chrześcijaństwo to nie cztery mury Kościoła, czy nawet jakaś prywatna pobożność. Jeśli chrześcijanin dopuszcza Boga tylko do wybranych sfer życia, jeśli nie prześwietla Bożym światłem całości swej egzystencji, jeśli nie interesuje go los społeczeństwa i świata, jeśli z grubsza rzecz ujmując próbuje w jakikolwiek sposób wykluczyć jakąś cząstkę rzeczywistości spod panowania Boga, to nie jest to żadne chrześcijaństwo, lecz jego imitacja.
Jan Paweł II był zawsze wzorem proroka, który odważnie w świetle Ewangelii interpretował znaki czasów, w których przyszło nam żyć. Bycie prorokiem to twardy chleb. I jeśli istotą każdego prorokowania jest konfrontacja z teraźniejszością, spoglądanie na rzeczywistość Bożymi oczyma, to w pewnym sensie żaden chrześcijanin nie może uchylić się od tego obowiązku – jeśli chce owocnie realizować swoje powołanie. Prorok żyje w ciągłej czujności i nasłuchiwaniu – i znowu pojawia się nawiązanie do modlitwy, ale już w nieco innym sensie. Ostatecznie każda modlitwa ma bowiem prowadzić do wyrobienia w sobie postawy czujności i oczekiwania. Każda chwila naszego życia ma być w pewnym sensie modlitwą – czyli wsłuchiwaniem się w wydarzenia, spotkania, poruszenia, prądy i kierunki myślowe, ruchy społeczne, ideologie, bolączki i wyzwania współczesnego świata. Tego uczył nas papież..
Wielkość świętych odkrywa się często po ich śmierci !!!
/
/
Dnia 8 września 2006 roku, w święto Narodzenia Najśw. Maryi Panny KATOLICKI PORTAL
MATKI BOŻEJ ZWYCIĘSKIEJ,przyznał naszej stronie "NIKODEM" tytuł "WARTOŚCIOWA STRONA" i zezwolił na umieszczenie specjalnego znaku.
/
/
**********************************************************
28 stycznia 2012
Tomasza i Juliana
::
|